vaclaw

cytat
czwartek, 22 stycznia 2009 21:25:40
"Oto właśnie, czego mi potrzeba, takiej prostej dziewczyny, takiej białej, szlacheckiej dziewczyny, tak... wieczory całe spędzać z nią razem przy kominie, z taką niepokalaną, nieświadomą ni grzechu, ni cnoty. Czuć kobietę przy sobie, która nie zna ani zasad, ani teorii, ani kierunków, ani żadnych izmów, tylko jest sercem, gorącym, czystym sercem! Ha! zapomniałoby się wtedy o bladze i nudzie."
— Stanisław Przybyszewski
Śnieg
komentarze [0]

Próba google
czwartek, 4 września 2008 11:00:51


komentarze [0]

Znów nie tak
wtorek, 19 sierpnia 2008 18:59:56
No i masz babo placek!
Miałem pisać o tym, czy pamiętasz czasy, kiedy po niedzielnej wieczorynce Disneya były kolorowe reklamy zachodnich golarek. Wtedy jeszcze Jacek i Agatka wiedli prym, zaś komisarz 07 zgłaszał się i łapał łobuzów, hultajów i chuliganów seksualnych. W chwilkę później na nasze ekrany Neptunów wkroczyły zachodnie filmy, w których nasi klasowi wrogowie płacili na przykład w restauracjach kartami. Wtedy był to szczyt burżujstwa, marzenie moich kolegów z podwórka i bliżej nieosiągalny luksus, na który mogliśmy sobie pozwolić jedynie w zabawach i młodocianych marzeniach.
A dziś? Idę sobię do mojego małego sklepiku wielobranżowego, mniejszego niż nie jeden dział obsługi klienta w supermarketach a potrafiącego zaspokoic potrzeby konsumenckie niemalze całej mojej wesołej mieściny, kupuję sobie masełko za dwa złote i czterdzieści groszy i... mogę zapłacić kartą. I to nie jedną, jako iż tutejszy system obsługuje wszystkie liczące się marki.
Prosz, prosz...

To o tym miałem pisać. Ale wychodzi na to, że napisze o czymś innym, a większośc z tego co napiszę będzie przekopiowana. A co!
Rzecz jest o korespondencji pomiędzy Kozakami zaporoskimi a sułtanem Mehmedem IV:

Oferta Mehmeda IV
„ Ja, sułtan, syn Mehmeda, brat Słońca i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga, Pan królestw Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Wielkiego i Małego Egiptu, Król nad Królami, Pan nad Panami, znamienity rycerz, niezwyciężony dowódca, niepokonany obrońca miasta Pańskiego, wypełniający wolę samego Boga, nadzieja i uspokojenie dla muzułmanów, budzący przestrach, ale i wielki obrońca chrześcijan — nakazuję Wam, zaporoskim Kozakom, poddać się mi dobrowolnie bez żadnego oporu i nie kazać mi się więcej Waszymi napaściami przejmować.
Sułtan turecki Mehmed IV”


Odpowiedź Kozaków
„ Zaporoscy Kozacy do sułtana tureckiego! Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z Ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz Ty, sukin Ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z Tobą ziemią i wodą, kurwa Twoja mać. Kucharzu Ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński Ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa Twoja mać.
O tak Ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz Ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas!

Podpisali: Ataman Koszowy Iwan Sirko ze wszystkimi zaporożcami"*


I pomyslcie na przykład o wymianie takiej korespondencji pomiędzy ambasadorami Rosji i Gruzji.


*zródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pismo_Kozak%C3%B3w_zaporoskich_do_su%C5%82tana_Mehmeda_IV
komentarze [0]

znalezione...
poniedziałek, 18 sierpnia 2008 21:22:28
Autor odpowiada kobiecie, która przypadkowo weszła do męskiego kibla:

Niech pani nie ma wyrzutów sumienia. To wcale nie przez pani wejście ten facet oszczał tego drugiego obok. My, faceci, ciągle to robimy...

Rzadko kiedy trafiamy w to, w co celowaliśmy. Czasem, jak pójdę do kibla, zaczynam lać i nagle zaczyna mi się rozbryzgiwać naokoło, więc muszę w coś celować. Kobiety powinny zrozumieć, że penisy maja swój własny rozum. Facet może wejść do kibla, ponieważ wszystkie pisuary są zajęte, wycelować idealnie w kibelek, a jego penis i tak da rade oblać rolkę papieru toaletowego, nogawkę i buty. Mówię poważnie, nie można ufać tym małym pisiorkom! Ja jestem żonaty już od 28 lat i moja żona mnie wytrenowała. Nie pozwala mi odcedzić kartofelków jak facetowi - na stojąco. Muszę odlewać się na siedząco... Przekonała mnie, że to niewielka cena, jaką muszę zapłacić. Bo gdyby jeszcze raz poszła do toalety w nocy i albo siadła na pokrytej moczem desce, albo wpadła do kibla, bo nie położyłem deski, to by mnie zabiła, zanim bym się obudził.

Jeszcze jedna rzecz, o której faceci nie lubią rozmawiać. Ale skoro już ruszyliśmy temat, to pociągnę dalej. To jest nie lada problem i panie powinny go zrozumieć. Chodzi mi o "porannego drąga". Tak, my faceci zwykle budzimy się z dwoma rzeczami: nieodpartym pragnieniem odlania się oraz penisem tak twardym, ze można nim ciąć diamenty! Nieważne jak się wytężasz, nie uda ci się zgiąć cholerstwa. A jak się go nie zegnie, to za cholerę nie można tym celować. A jak nie możesz celować to nie masz wyboru, tylko oszczać całą ścianę i to włochate przykrycie na deskę klozetowa, które wy, kobiety tak strasznie chcecie mieć na desce. A przy okazji, jak używacie tego cholernego przykrycia to deska nie może sama stać. Wiec musimy jedna ręką podtrzymywać deskę klozetowa, a drugą ręką starać się kontrolować nasze, bardziej niż nieprecyzyjne, narządy celownicze.

Czasem tym nowo pożenionym wydaje się (myślę, że panowie tu obecni to potwierdzą), że można zmusić deskę klozetową z tym czartowskim puchatym przykryciem, aby stała. Więc ciskają z całej siły deskę w tył, upychają i sprężają to przykrycie. Ale po chwili puchaty materiał przykrycia się rozpręża i deska niespodziewanie i bez ostrzeżenia spada z ogromna siła tuż przy przyrodzeniu, omal nie obcinając twojego pisiorka! Potem już nie podnoszą desek klozetowych z przykryciem, bo to po prostu niebezpiecznie dla zdrowia.

Starałem się jakoś delikatnie wyjaśnić te skomplikowana poranna sytuację mojej żonie. Powiedziałem jej: Słuchaj, on się nie zegnie. Ona na to: Wiec będziesz do końca życia siadał, tak jak ja. Ok. Spróbowałem wiec siadać z "porannym drągiem". No cóż, wsadzić go pod deskę też nie jest łatwo. I zanim mi się to udało zdążyłem oblać wszystkie ręczniki, wiszące na przeciwnej ścianie... Nawet jeśli siedzisz i zmusisz twoje drewienko do wejścia pod deskę klozetową, to kiedy zaczniesz sikać, mocz i tak wystrzeli przez szczelinę pomiędzy deską a górną krawędzią kibla. Zalejesz sobie wtedy nogi i mocz pocieknie po nogach w dół, prosto na ten śmieszny chodniczek, który kobiety nie wiadomo po co kładą na podłodze pod kiblem!

Udało mi się jednak opracować specjalny manewr, dzięki któremu radzę sobie z owym porannym problemem. Jedynym rozwiązaniem jest przyjąć pozycję "lecącego Supermana" kładąc się w powietrzu nad deskę klozetową. Wymaga to niemałej praktyki, doskonałego balansu ciałem, a także synchronizacji w czasie, lecz jest to jedyny i pewny sposób, aby podczas porannego odpryskiwania się zgromadzić cały mocz w kiblu.

Więc panie powinny zrozumieć, że nie można nas całkowicie winić za taką, a nie inną sytuację. My też podzielamy wasze zainteresowanie higieną i czystością w łazience. Ale są momenty, kiedy rzeczy po prostu wymykają się nam spod kontroli. Nie nasza to wina, lecz Matki Natury.
komentarze [0]

aktualności
poniedziałek, 18 sierpnia 2008 21:06:48
No i rację miała ta nasza kochana ewolucja, ze tyle to trwało, zanim pojawiliśmy się tacy, jacy jesteśmy. Bo ludzie to się fatalnie uczą. Jeśli juz w ogóle się uczą. I cały czas robią to samo(oczywiście dopóki nie pojawi się jeden zmutowany zbuntowany gen i nie zacznie rewelacyjnej rewolucji.
Wracając tymczasem do tytułowych aktualności.
ostatnimi czasy wraz z Heru-gościem, który potrafi doprowadzić człowieka do orgazmu kciukiem(nie to, żebym nie potrafił, ale on to robi osobom każdej płci i jeszcze mu za to płacą. Zycie) Omawialiśmy aktualne położenie Gruzji(tak geograficzne jak i polityczno historyczne)
I doszliśmy do wniosku iż działania wojenne Rosjan są bardzo podobne, jeśli nie identyczne do działań naszych sojuszników-tarczowników-amerykanów. Tyle tylko, że Panu Niedźwiedziowi i Putionowi zabrakło Sadama. Bo Saakaszwilego nijak do Husajna porównać nie sposób...
I co mamy analogie!
Bah.

komentarze [1]

Jednorazowa notka
sobota, 12 lipica 2008 23:57:43
Pożywiamy się jednorazowo z jednorazowych pojemników. Po tem wycieramy sie jednorazowymi chusteczkami i wrzucamy je do jednorazowych woreczków. Nie przywiązujemy do nich wagi i uwagi więcej niż wymaga od nas tego sytuacja wykorzystujemy i nie rzejmujemy się. Chcemy, żeby to nasze jednorazowe używanie było sterylne, czyste. Nowe i jednocześnie ostateczne. Tyle jednorazowych rzeczy nas otacza. Jednorazowe torebki, jednorazowe opakowania, jednorazowi znajomi, jednorazowe chusteczki do mycia, jednorazowi partnerzy...
My jednorazowe pokolenie.
komentarze [0]

z autobusu
wtorek, 8 kwietnia 2008 13:24:11
Obecny Świat nam wiele rzeczy ułatwia. Możemy pstrykać aparatami 2048 zdjęć nie zastanawiając się nad ich treścią, formatem, czy ostrością. Dawno minęły czasy, gdy ograniczało nas trzydzieści sześć klatek filmu i długi czas oczekiwania na wywołanie filmu u fotografa. Teraz pstrykamy, patrzymy czy nam się podoba od razu i kasujemy, lub za pomocą kilku klików myszki zachowujemy na twardym dysku. Nie myślimy. Często nawet nie przymierzamy się do zdjęcia. Potrzebne efekty dodamy w postprodukcji. Dawno tez minęły czasy, gdy na przejście gry komputerowej mieliśmy godzinę, jak w „Prince of persia”, bez możliwości zapisu bądź też jak w „Another world” trzeba było zapisać kody odblokowujące kolejne poziomy. Możemy dostać kredyty przez telefon, zakupy do domu, samolot przetransportuje nas za cenę mniejsza niż autobus.

Ale czy to nam pomaga?
Czy dzięki temu umiemy być bardziej cierpliwi?
Czy zastanawiamy się nad naszymi poczynaniami?
Czy patrzymy, co chcemy powiedzieć, wyrazić, pokazać?

Pamiętam czasy, gdy szczytem marzeń każdego komputerowca był procesor 166mega Hz, zamiast poczciwego 486. Do komputera z takim procesorem podchodziło się spokojniej. Wybaczało się mu wieszanie, wybaczało się mu to iż włączając sam komputer można było wyjść do kuchni, zrobić sobie herbatę, poczekać aż się zaparzy i dopiero wrócić, by zobaczyć niebieski pulpit(tapetę rzadko się dawało, bo spowalniała komputer). Teraz chcemy wszystko natychmiast i od razu. Komputer ma być szybszy niż myśl, a o tym, żeby się zacinał mowy być nie może. A ja widzę, jak osoby, które pierwsze kroki stawiały na starszych komputerach podchodzą do sprawy. Są cierpliwe, wyrozumiałe(jeżeli mogę to tak nazwać), same szukają rozwiązania problemu(nie za sprawa magicznego kliknięcia), nie boją się zresetować drania i wiedzą, że projekt, czy dokument nad którym właśnie pracują trzeba dużo częściej zapisywać niż tylko na początku i na końcu.

komentarze [0]

Człowiek szalony.
wtorek, 8 kwietnia 2008 13:16:01

- Czyż nie słyszeliście o tym człowieku szalonym, który w jasne przedpołudnie zapala latarnię, biegnie na rynek i nieustannie krzyczy: „Szukam Boga! Szukam Boga!" — Wielu spośród tam zgromadzonych nie wierzy w Boga, dlatego (krzyczący) wywołuje szalony śmiech. A więc on się zgubił? mówi jeden. Czy zabłąkał się jak dziecko? mówi inny. A może się schował? Boi się nas? Odpłynął okrętem? Wywędrował? - tak krzyczą i śmieją się wszyscy. Szalony człowiek skoczył między nich i wiercił ich swym wzrokiem. "Gdzie jest Bóg? wołał, chcę wam to powiedzieć! Uśmierciliśmy go — wy i ja! Wszyscy jesteśmy jego mordercami! Ale jak tego dokonaliśmy? Czyż mogliśmy wypić morze? Kto dał nam gąbkę, aby zetrzeć cały horyzont? Co zrobimy, skoro oderwiemy tę Ziemię z łańcucha jej słońca? Dokąd biegnie teraz? Dokąd biegniemy my? Precz od wszystkich słońc? Czy nie spadalibyśmy ciągle? I w tył, w bok, w przód, na wszystkie strony? Jest jeszcze jakaś góra i dół? Czy nie błądzimy jak przez jakąś nieskończoną nicość? Czy nie wionęłaby ku nam pusta przestrzeń? Nie stałoby się zimniej? Czy nie nadciągnęłaby noc, noc coraz mroczniejsza? Czy przed południem nie musiałyby zapłonąć latarnie? Nie słyszymy jeszcze lamentu grabarzy śmierci, którzy pogrzebali Boga? Czy nie czujemy jeszcze bożego rozkładu? — bogowie również gniją! Bóg jest martwy! Bóg pozostaje martwy! I my go uśmierciliśmy! Jak pocieszymy się, mordercy nad mordercami? To, co świat dotychczas posiadał jako najświętsze i wszechmocne, wykrwawiło się pod naszymi nożami — kto zmyje z nas tę krew? Jaką wodą możemy się oczyścić? Jakie święto pojednania, jaką świętą grę będziemy musieli wynaleźć? Czy wielkość tego czynu nie jest dla nas zbyt wielka? Czy nie musimy sami stać się bogami, by się go okazać godnymi? Nie było nigdy większego czynu — i kto tylko po wsze czasy po nas się narodzi, będzie dzięki niemu należeć do dziejów wyższych niż wszelkie dzieje, jakie były dotychczas!" - Tutaj umilkł człowiek szalony i spojrzał znów na swych słuchaczy: również i oni milczeli, i patrzyli zdziwieni na niego. W końcu rzucił swą latarnię na ziemię, aż się rozprysła i zgasła. „Przychodzę za wcześnie", powiedział wtedy, "jestem jeszcze nie na czasie. To niesamowite wydarzenie jest jeszcze w drodze i wędruje — nie dotarło jeszcze do uszu ludzkich. Błyskawice i pioruny niesie czas, niesie blask gwiazd, niesie czyny nawet wtedy, gdy są one czynione po to, by je widziano i słyszano. Czyn ten jest od nich wciąż jeszcze bardziej odległy, jak najdalsze gwiazdy — a jednak oni go dokonali!" - Mówią jeszcze, że szalony człowiek tego samego dnia wchodził do różnych kościołów i intonował w nich swe Requiem aeternam deo. Wyprowadzany i zmuszany do mówienia, odpowiadał zawsze tylko tyle: „Czym więc są jeszcze te kościoły, jeśli nie są one grobami i nagrobkami Boga?"


F. Nietzsche, Die frőhliche Wissenschaft. Werke. Herausgegeben von Karl Schlechta, Bd. II. Műnchen 1955, s. 126-128.


komentarze [0]

spotkanie
czwartek, 17 stycznia 2008 18:31:42
No i proszę bardzo! Doszło w naszej kochanej ojczyźnie do tego, ze nawet złodziejstwo przestało być już opłacalne. Wracajać sobie właśnie ze spaceru, po stolicy naszego regionu zostałem dosyć usilnie zatrzymany przez jegomościa w wesołym ubraniu sportowym. I pierwsze jego słowa brzmiały:
- ja jestem złodziej, ale nie kradnę.
Zaraz potem wesoły jegomośc wyciągnął komórkę z kieszeni i powiedział, że komórek też ma pod dostatkiem.
Na koniec spotkania poprosił o wyliczoną kwotę 27 złotych i50 groszy, po czym po zapewnieniu, iż jestem studentem pożegnał się.
Spotkanie dziwne, neimniej wydzielona podczas jego spotkania adrenalina pozwala mi teraz dokończyc pisanie tegoz i wielu innych pracek. Oby jak najwięcej takich.

komentarze [0]

Dla milionowej czytelni rzeczonego bloga
poniedziałek, 7 stycznia 2008 17:44:54
Uaaaaaaaa! Brama! Uciekajmy!

Ku pamięci i radości. Na przyszłość.
komentarze [0]

Modlitwa
poniedziałek, 7 stycznia 2008 17:37:01
Dopóki nam ziemia kręci się, dopóki jest tak czy siak

Panie ofiaruj każdemu z nas, czego mu w życiu brak

Mędrca obdaruj głową, tchórzowi dać konia chciej

Sypnij grosza szczęściarzom....i mnie w opiece swej miej



Dopóki ziemia obraca się, O Panie nasz, na Twój znak

Tym, którzy pragną władzy, niech władza ta pójdzie w smak

Daj szczodrobliwym odetchnąć, niech raz zapłacą mniej

Daj Kainowi skruchę.... i mnie w opiece swej miej.



Ja wiem, że Ty wszystko możesz, ja wierzę w Twą moc i gest

Jak wierzy zabity żołnierz, że w siódmym niebie jest

Jak zmysł każdy chłonie z wiarą, Twój ledwo słyszalny głos

Jak wszyscy wierzymy w Ciebie, nie wiedząc, co niesie los.



Panie zielonooki, mój Boże, Jedyny, spraw -

Dopóki na ziemia toczy się, zdumiona obrotem spraw

Dopóki nam czasu i prochu wciąż jeszcze wystarcza jej -

Daj każdemu po trochu.....i mnie w opiece swej miej.













Miodek...
komentarze [0]

Zebra
piątek, 9 listopada 2007 19:38:21

komentarze [0]

Silence! I`ll kill you!
piątek, 9 listopada 2007 19:22:06


http://www.youtube.com/watch?v=gfi1GsSr2_0
komentarze [0]

.
piątek, 9 listopada 2007 19:19:54
kopytko
komentarze [0]

Notka podtrzymująca życie
środa, 1 sierpnia 2007 22:12:57
:thu
komentarze [1]



Dodaj do ulubionych

O mnie

Księga gości


mylog



vaclaw

Starsze
2005
wrzesień (9)
październik (12)
listopad (3)
grudzień (15)

2006
styczeń (8)
luty (13)
marzec (7)
kwiecień (1)
czerwiec (4)
sierpien (3)
wrzesień (8)
październik (14)
listopad (4)
grudzień (2)

2007
styczeń (2)
luty (3)
kwiecień (1)
maj (1)
sierpien (1)
listopad (3)

2008
styczeń (3)
kwiecień (2)
lipiec (1)
sierpien (3)
wrzesień (1)

2009
styczeń (1)








A tu prosze! Tyle nas było:
.